Rozmowy o zmianach w życiu [2]
"Praca na wszystkich orbitach" to chyba brzmi niepokojąco. To może oznaczać dużo pracy, żeby osiągnąć sukces. Ale zauważyłem też, że realizacja celów nie musi być trudna. Może być żmudna. Może przez jakiś okres nie widać postępu, albo jest on bardzo mały. Ale jednak da się to zrobić. Jeśli, jak to się mówi, okoliczności są sprzyjające, efekty przychodzą szybciej. Ale czasem trzeba dłużej podziałać, być cierpliwym i konsekwentnym. I w końcu przychodzi nagroda.
To ważne rozróżnienie — między "trudne" a "żmudne". Trudne sugeruje, że możesz sobie nie poradzić. Żmudne oznacza tylko tyle, że wymaga czasu i regularności. A to zupełnie inna rozmowa.
Jest w tym coś głęboko ludzkiego. Większość z nas porzuca nie dlatego, że napotyka ścianę nie do przeskoczenia, ale dlatego, że długo nie widzi efektów i interpretuje tę ciszę jako dowód na to, że coś jest nie tak. Tymczasem ta cisza często znaczy tylko jedno: proces trwa.
Bambusowi przez pierwsze cztery lata wzrostu praktycznie nie widać. Cała energia idzie w korzeń. A potem, w piątym roku, potrafi urosnąć o kilkadziesiąt centymetrów w ciągu tygodnia. Ktoś, kto patrzył tylko na to, co nad ziemią, dawno by przestał podlewać.
Cierpliwość i konsekwencja to nie są cechy, z którymi się rodzisz albo nie. To umiejętności, które również można rozwijać — i które same w sobie należą do mapy, o której rozmawiamy.
Jest dużo racji w tym, co mówisz. Ale żeby obraz był kompletny, to należy zauważyć, że skuteczna realizacja celu zależy jednak od dwóch czynników: jaki cel wybieramy i jak go realizujemy. Chodzi o to, że wybrany cel może przekraczać nasze aktualne możliwości i pomimo nieustannych wysiłków nie będziemy w stanie go od razu zrealizować za pierwszym podejściem. Mało kto jest w stanie przebiec maraton bez wcześniejszych treningów i przygotowań.
Właśnie. I to jest moment, w którym mapa trzech orbit przestaje być abstrakcją, a staje się czymś bardzo praktycznym.
Jeśli cel przerasta nasze aktualne możliwości, to nie jest powód, żeby z niego rezygnować. To jest sygnał, żeby sięgnąć po drugą orbitę — rozwinąć kompetencje, zbudować nawyki, znaleźć odpowiednie narzędzia — i wrócić do tego celu lepiej przygotowanym. Nieudana pierwsza próba nie jest porażką. Jest informacją o tym, czego jeszcze potrzebujemy.
Maraton to dobry przykład, bo nikt nie czuje się z tego powodu winny. Wszyscy rozumieją, że najpierw trzeba trenować. Problem pojawia się wtedy, gdy cel jest mniej oczywisty niż maraton — i człowiek nie widzi, że jego "nieudany start" wymagał dokładnie tego samego: przygotowania, którego po prostu jeszcze nie miał.
Tak. A właśnie takich nieoczywistych celów chyba mamy najwięcej. Dlatego można użyć pomocniczych narzędzi do ich opisania, jak na przykład Canvas Celu, lub coś innego, co również pomoże dobrze zdefiniować cel, warunki jego realizacji i inne cechy.
I właśnie tu Canvas Celu robi to, czego sama intuicja często nie jest w stanie zrobić. Zmusza do zatrzymania się i zadania pytań, które przy oczywistych celach zadajemy sobie naturalnie, a przy tych nieoczywistych — omijamy, bo czujemy, że "jakoś to będzie".
Weźmy prosty przykład. Ktoś chce "więcej czasu dla siebie". Cel brzmi prosto, ale co tak naprawdę oznacza? Kiedy? Na co konkretnie? Kosztem czego i kogo? Czy mam do tego zasoby — nie tylko czas, ale i zgodę otoczenia, pieniądze, plan na logistykę? Canvas Celu to wszystko wydobywa na powierzchnię, zanim jeszcze zrobimy pierwszy krok. A to ogromna różnica, bo błędy popełnione na etapie definiowania celu są najtrudniejsze do naprawienia — właśnie dlatego, że często ich w ogóle nie widzimy.
Co ważne, takie narzędzie nie musi być skomplikowane. Jego wartość nie leży w liczbie pól do wypełnienia, ale w tym, że zmusza do myślenia o celu z różnych stron jednocześnie — jak cel wygląda, po czym poznam że go osiągnęłam, co mi może przeszkodzić, czego jeszcze potrzebuję. To właśnie ta całościowość odróżnia cel, który ma szansę się ziścić, od marzenia, które zostaje marzeniem.
Kolejną zaletą stosowania takich narzędzi, jak Canvas Celu jest to, że cel utrwalamy na piśmie, zamiast próbować trzymać go tylko w głowie. Czy wiesz, że są badania naukowe, mówiące, że sam fakt zapisania celu zwiększa jego prawdopodobieństwo realizacji i około 42%?
Tak, te badania istnieją i są rzetelne — przeprowadziła je dr Gail Matthews z Dominican University w Kalifornii. Dokładna liczba to 42% wzrost skuteczności między osobami, które tylko myślały o swoich celach, a tymi, które je zapisały. To nie jest metafora ani motywacyjna anegdota — to wynik eksperymentu z udziałem 267 uczestników z różnych krajów i zawodów.
Co ciekawe, te badania powstały właśnie dlatego, że przez dekady krążyły w świecie coachingu słynne "badania z Yale i Harvardu", które miały dowodzić potęgi zapisywania celów. Problem w tym, że gdy dziennikarze i naukowcy zaczęli szukać źródeł, okazało się, że te badania nigdy nie istniały. Dr Matthews postanowiła sprawdzić, czy intuicja, którą te mity opisywały, ma jednak jakieś realne podstawy. I okazało się, że owszem — ma. Tylko że rzeczywistość jest jeszcze ciekawsza niż legenda. Bo zapisanie celu to dopiero początek. Gdy do zapisu dołożysz plan działania, a potem regularne raportowanie postępów, skuteczność skacze dramatycznie.
Zapisany cel przestaje być tylko myślą — staje się czymś, co istnieje poza tobą i do czego możesz wrócić, gdy zabraknie energii albo motywacja opadnie. A to bywa bezcenne.
Więcej o badaniach nad skutecznością realizacji celów możesz przeczytać w e-booku Sukcesy dla niecierpliwych, dostępnym tutaj.
Komentarze
Prześlij komentarz